niedziela, 16 lipca 2017

Jagodowo

"Very berry" tak nazywała się paczka czesanki w jagodowych kolorach, każdego jagodowego koloru po 25 g. Dla zabawy, dla sprawdzenia przenikalności koloru podczas jednorazowego czesania, w ogóle celem eksperymentu zrobiłam coś takiego. Oba zawijasy po 25 g czyli naprawdę niewiele ale w sam raz na jakiś dodatek do rękawiczek lub skarpet. 


Przejście od malinowego po głęboki granat, starałam się uprząść bardzo cieniutko ale to merynos 23 mic i pomimo przełożenia 1: 25 nitka w rozmiarze około 450 m / 100 g. Na super drobne rękawiczki trochę za gruba ale na takie średnie, do 90 oczek w obwodzie w sam raz, tylko wzór muszę wymyślić. Podczas przędzenia w singlu przenikanie kolorów nie podobało mi się, navajo pozwoliło spojrzeć na nitkę trochę przychylniejszym okiem ale całą prawdę o niej ukarze dzianina.




Kolory dość intensywne w połączeniu z bielą powinny łagodnie przechodzić jeden w drugi ale na razie muszę uprząść drugą porcję no i czeka mnie jeszcze inny eksperyment. 



Nie mogłam zdecydować, które z tych zdjęć bardziej mi odpowiada więc są oba :)


W ostatnim poście pisałam o rami, która jako włókno samodzielne zupełnie nie przypadła mi do gustu, więc wymieszałam ją z wełną. Po uprzędzeniu i potrojeniu (tradycyjna 3- nitka) motek mnie nie przekonywał dalej, był sztywny jakiś taki zgrzebny w dotyku. Dopiero pranie pokazało, że to bardzo miła wełenka, szorstkość gdzieś zniknęła, drobne zgrubienia rami się pogubiły i mam całkiem ładny motek przeznaczony do testu wytrzymałości w skarpetach.

Ze względów praktycznych przestaję robić zupełnie białe skarpety dlatego w tych jako dodatek posłuży nitka z czesanki malabrigo (już nie pamiętam kiedy byłam tak niezadowolona z efektu i komfortu przędzenia - chyba przy przędzeniu pierwszej części tej czesanki). Gdyby nie gręplarka nie przędła bym tego malabrigo, może farbują ładnie, może można się zakochać w ich kolorach ale mnie nie odpowiada zbita wręcz podfilcowana czesanka a kolory to też kwestia gustu. Zmarnować nie zmarnuję bo swoje kosztowała ale to koniec mojej przygody z ich czesankami. 


Nudne prawe oczka w swetrze PM dają mi tak popalić, że wrzuciłam na druty moje ulubione Bfl w kolorze rozbielonej owsianki i zaczynam wielki sweter - nic tak nie cieszy jak własna przędza na drutach w projekcie swetra, który bardzo mi się podoba. To na razie początek ale dzierga się przyjemnie a, że druty grubasy to przybywa bardzo szybko.


Z czystego lenistwa ale też z braku czasu mam w ogrodzie bardzo mało kwiatów, a te co  mam jak np.: piwonie, to kwiaty mało wymagające a wręcz wymagające minimum interwencji, za to zupełnie nie mogłam się oprzeć tym cudownie wyglądającym tawułką. Dostałam trzy rośliny, każda w innym kolorze, posadziłam na lekko ocienionym miejscu, wymagają  wilgotnego podłoża co przy deszczowej pogodzie nie jest trudne - obym tylko pamiętała w suche dni. Całkiem miły widok w ogrodzie pełnym funki, paproci i ziół.





Pozdrawiam Was wyglądając cieplejszych dni - ponoć jest lato :)

niedziela, 9 lipca 2017

O pokrzywie

Musiałam się pozbierać, lekko otrząsnąć z letargu w jaki wpadłam przed planowanym zabiegiem chirurgicznym, a który w zeszłym tygodniu lekarz przesunął na początek sierpnia. Właściwie nie wiem czy się cieszyć czy martwić na razie wiem, że w zeszłą niedzielę post się nie ukazał bo ja biłam się z innymi myślami, teraz nie jest może klarowniej ale już na spokojnie przyjmuję to co zaistniało. Skoro wszystko wywrócone do góry nogami to ja też zajęłam się czymś zupełnie innym i nowym jak dla mnie czyli ramią (pokrzywa chińska). 


Włókno w opisie podobne do lnu tylko delikatniejsze z cechami bawełny, więc jak tego nie sprawdzić, a że moje doświadczenie z włóknami roślinnymi jest praktycznie zerowe to z lekką tremą zabrałam się za przędzenie tej czesanki. No i nie podoba mi się, przędzie się źle (może jestem już zmanierowana wełną) sypie się, nitka nie jest równa bez względu na sposób jej podawania, do tego ma tą szorstkość spotykaną przy lnie, która też nie pomaga w przędzeniu - no taki len inaczej :(




Kocham lniane ubrania i mam ich sporo ale to tkaniny, mam też jeden sweter z mieszanki lnu z bawełną i myśl o zrobieniu czegoś dla siebie od podstaw z podobnego surowca bardzo mi się podobała bo dawałaby możliwość przędzenia nitek na typowo letnie ubrania. Pewnie, że można z gotowych ale jak w przypadku wełny to nie to samo. Niestety w czystej postaci nitka jak dla mnie jest zbyt surowa, zbyt kłopotliwa,  nie wykluczam braku doświadczenia ale jakoś tak nie potrafię sobie przypomnieć by przędziono len z zamiarem dziergania, raczej z myślą o zamianie w płótno poza tym może jednak maszyny lepiej obrabiają ten len dziewiarski bo mnie to nie wychodzi.




Jedyne co mi się podoba w tym włóknie to to, że nie skrzypi jak róża czy bambus a to wielki plus, nie znoszę skrzypiących włókien, a że zaczynałam od bambusa, który skrzypi jak styropian o szybę to brak dźwięków jest dla mnie miłym zaskoczeniem. 
Uprzędłam może jakieś 20 g, nitka nierówna, włochata, sztywna jak sznurek, przy mocniejszym skręcie można się pokusić o przędzenie własnych napędów do kołowrotka :)
Zastanawiałam się nad wykorzystaniem tego nietypowego singla i wpadłam na pomysł zrobienia śnieżynek na choinkę ale nierówności nie dodają im uroku a liczenie oczek jest kłopotliwe więc pomysł odpada. 


Nie pozostało mi nic innego tylko wdrożyć w życie  pierwotną myśl  dodawania tego włókna do wełny celem wzmocnienia np.: pięty w skarpecie - przecież nie musi to być nylon może być coś naturalnego.
Wymyśliłam sobie, że wykorzystam runo Shetland'ów z uwagi na bardzo podobną fakturę do rami, wymieszałam na gręplarce dokładnie, przepuszczając trzy razy. Mieszając te czesanki nareszcie poczułam dogłębnie dlaczego kupiłam tą gręplarkę - dokładnie o to mi chodziło sprawdzić na drobnej ilości materiału różne połączenia i dopiero później zamawiać kilogramy - tak to był idealny pomysł :)

38 g Shetland + 17 g ramia + może z 3 g jedwabiu
Mieszankę przędzie się cudownie co nie oznacza, że jest idealna ma trochę kulek z bardzo drobnych włókien rami ale te można usunąć. Na razie nitka jest na szpulkach, będzie to 3 nitka w wymiarze na skarpety i to przesądzi o losie tej pokrzywy.


Za to bez zbędnej zachęty i kłopotów uprzędłam sobie ponad 500 g 4- nitki na sweter pokazywany kilka wpisów wcześniej. Zamysł był taki by nie kupować wzoru tylko coś wykombinować ale nawet kombinować mi się ostatnio nie chciało, więc wzór kupiłam no i chyba wrzucę za chwilę na druty - tylko wzór przerobię pod siebie :)

bfl w mieszance białej z oatmeal 

Do nitki z ramią rozczesałam leżące u mnie Malabrigo iris, czesanka była już tak zbita, że przędzenie w tym stanie byłoby katuszą. Cudowniejsze nie będzie ale na pewno prostsze w obróbce. 


Powoli mam zamiar wrócić do eksperymentów farbiarskich więc następny post może znowu być o poszukiwaniu sposobu na "omszałą" kolorem wełnę.

Pozdrawiam Was niedzielnie dziękując za komentarze pod poprzednim postem.

niedziela, 25 czerwca 2017

W dalszym ciągu eksperymenty

 Najgorsza opcja jak dla mnie to natrafić na pytanie "jak to jest zrobione ?" - wygląda na to, że próba ufarbowania "glazurowanej" jak to ładnie określiła  Nordstjerna, w dalszym ciągu bez powodzenia. Nie tędy droga, a najgorsze jest to, że właściwie nie do końca jestem przekonana czy dzianina z  takiej włóczki powstała będzie mi się podobała, bo to, że sama włoczka mi się podoba to wiem. Często tak bywa, że włóczka cudna tylko dzianina nijaka,  za to na pewno bardzo mi się podoba nazwa włóczki "omszałej kolorem".
Tym razem postawiłam na suchą wełnę i farbę rozpuszczoną w gorącym occie, jak widać na bokach szklaneczki, farba nie do końca się rozpuściła co widać również na motku.
 

Farbę połączyłam z odżywką do włosów i delikatnie urękawiczoną dłonią nanosiłam na suchą wełnę.



Od razu wiedziałam, że jednak nie tędy droga bo sucha wełna ładnie wchłaniała kolorową odżywkę, w kilku miejscach delikatnie maźnełam tylko po wierzchu ale i tak wlazło do środka.





Efekt to delikatnie niebieski motek z ciemniejszymi plamkami koloru, który nie do końca dobrze rozpuścił się w occie. Jest tego 50 g, będzie połowa włóczki na jakieś skarpety.




Temat nie daje mi spokoju więc zakupiłam następne włóczki w wymiarze skarpetowym celem eksperymentowania, jest jeszcze całkiem dobry pomysł Kruliczycy (pozostawiła go pod poprzednim postem) by włóczkę nasączyć odżywką a później pokryć farbą. No i chyba spróbuję bo skoro już mam włóczkę, zapas octu zrobiony to cóż mi szkodzi dalej się bawić, jedynie co mnie martwi to to, że może się okazać, że farbuję nie taki rodzaj włóczki jaki był poddany "omszałemu farbowaniu".



Prawdopodobnie gdyby to była mieszanka delikatnego merynosa z jedwabiem to efekt "glazury" jest do uzyskania w chwilę bo to włókna, które z lubością przyjmują farbę powierzchownie. 
Z włóczką do dalszych eksperymentów przyszły próbki, bardzo mi się spodobała włóczka wyglądająca jak dziany tunelik, taka tasiemka z całkiem niezłą sprężystością w bawełnie, za to zupełnie nie pojmuję intencji łączenia jedwabiu z poliestrem.


W innych sferach mojej działalności niewiele, sweter PM przyrasta ale wolno - nudno mi przy nim, robię jeszcze coś bardzo drobnego na drutach ale to pokażę jak skończę, bo to takie coś czego nie chcę zapeszyć przedwczesnym chwaleniem się.


Na kołowrotku czwarty motek grubaska, trzy na poniższym zdjęciu już powoli dojrzewają na mój oversize'owy sweter, który zupełnie mi nie jest potrzebny, zupełnie jest niepraktyczny ale mi się podoba i se zrobię:)



Dzisiaj już zawiadamiam, że od 02.07 do prawdopodobnie 12.07 będzie przerwa w działalności sklepiku - no powiedzmy, że taki "urlop zdrowotny", więc jak ktoś coś potrzebuje na gwałt to niech kupi teraz chyba, że rzecz niepilna to zapraszam po 12 lipca.



Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 18 czerwca 2017

Drobny eksperyment

To, że internet zżera czas odkryciem nie jest, więc ograniczam ile mogę, bo ciągle czasu mi brak ale z drugiej strony jest miejscem inspiracji oraz szalonych pomysłów.  Przez przypadek trafiłam na dyskusję na FB na temat farbowania przędzy przy pomocy odżywki do włosów. Ja z braku wyżej wymienionego czasu w dyskusji nie uczestniczyłam ale sam temat mnie zaintrygował a jeszcze bardziej efekt takiego farbowania - było zdjęcie motka poddanego takiemu zabiegowi. Motek wyglądał bardzo interesująco nazwałabym to "omszały kolorem".  Wyglądało to tak, że rdzeń nitki był nadal prawie biały tylko delikatne włoski wokół były pokryte kolorem - a przynajmniej ja to tak widziałam, na bardzo małym zdjęciu. 


Oczywiście nikt dokładnie nie wiedział jak takie coś ufarbować więc prób będzie kilka no i jak się domyślacie musiałam spróbować bo "omszały" kolor to coś dla mnie. Miałam motek wełny do farbowania w wymiarze i składzie skarpetkowym, intuicyjnie zamoczyłam w wodzie z octem bo czymś trzeba utrwalić ten barwnik na włóczce.



Marzył mi się motek w takim szałwiowym kolorze ale przędza była dość żółta, odpuściłam na rzecz łososiowego i delikatnie kasztanowego  w podwójnym eksperymencie  - farba na sucho i mokro. Odżywkę do włosów kupuję w wielkich puszkach bo często nią myję włosy, przy takiej ilości nie ma się co martwić, że braknie. 


Do jednej miseczki wsypałam farbę w proszku a do drugiej dodałam ją w płynie tzn. rozpuściłam proszek w odrobinie wody.


Później już poszło tradycyjnie, no prawie bo farbę nakładałam pędzlem do farbowania włosów.


Całość zawinęłam w folię i wrzuciłam do garnka nad parę, następne etapy jak przy zwykłym farbowaniu jedynie co, to płukanie tego motka zajęło wieki zanim spłukałam odżywkę no i niestety farbę, jednak ta odrobina octu w wodzie to stanowczo za mało by utrwalić barwnik.


 Intensywniej złapał kolor w proszku (łosoś) ale jego było też znacznie więcej niż kasztanowego brązu po którym pozostało tylko wspomnienie.


 Mam sobie motek w delikatnie łososiowym kolorze, trochę w cętki z farbowania proszkiem, z delikatnym przejściem w beż za to o bogatym zapachu odżywki, w sam raz na jakieś romantyczne dziewczęce skarpetki :)
I dokładnie wiem, że nie tędy droga farbowanie musi odbywać się inaczej, przede wszystkim trwałość koloru jest do niczego, ten ocet jest jak najbardziej konieczny. No i moczenie motka jednak pozwoliło na dogłębną penetrację koloru w nitce, chociaż odżywka teoretycznie powinna utrzymywać go na powierzchni.


Mój wniosek, trzeba spróbować z suchą przędzą a farbę (dużo farby) rozpuścić w gorącym occie  i połączyć z odżywką i taka papkę nanieść na nitki - chyba będzie następny eksperyment :)
A, że intryguje mnie wszystko co nowe i uwielbiam sprawdzać wszystkie pomysły to pewne, że się o tym dowiecie.


Jak widać na załączonych zdjęciach mieszanki są u mnie na porządku dziennym, bardzo mnie wciąga ta zabawa a i możliwości jest tak wiele. Częściami składowymi powyższego batt'a jest wszystko co czarne czyli: alpaka, jedwab (farbowany), bambus, finnish, merynos, jedynie co kolorowe to drobinki wełniane w bieli, czerwieni, fiolecie i niebieskim. Tym razem przepuściłam czesanki dwa razy przez grępel by skład nitki i drobiny koloru były bardziej równomierne. Batt jest niewyobrażalnie delikatny, tweed to nie będzie ale na pewno będzie artystycznie.
                         

          


Druga mieszanka to bfl z jedwabiem i moherem w kolorze wisterii i petrolu z przejściem tonalnym po środku ze sporą dawką angeliny - taka błyskotka. 
Trzecie mieszanie to niegdyś ufarbowany Kent Romney w kilku czerwieniach, których tu nie widać i beżo- brązach wzbogacony brązowym naturalnym merynosem, jedwabiem i odrobiną angeliny.
Myślałam, że chociaż na jednym zdjęciu uda mi się uchwycić to przechodzenie barw ale niestety widać tylko przejście pomiędzy brązem a czerwienią :( 



Eksperyment farbiarski nie daje mi spokoju, znalazłam pół motka tej samej przędzy i od ufarbowania go powstrzymuje mnie tylko odkryty brak octu - nawet nie wyobrażam sobie jakim sposobem mógł się skończyć tak pokaźny zapas ? Chyba ktoś u mnie w domu jeszcze farbuje wełnę :)


Pozdrawiam Was z tęsknotą za ciepłem bo ponoć lato się zbliża ale ja tego nie czuję.

niedziela, 11 czerwca 2017

Ciągle kręcę

Ciągle mi mało, jak tylko zobaczę jakiś sweter i mi się spodoba to poddaję go próbie czasu, jak chęć zrobienia powraca co jakiś czas to znak, że jednak trzeba go zrobić. "Brich Bay" to dość stary wzór a ja cały czas do niego wracam myślami.  Zdaję sobie sprawę, że w takim swetrze wyglądają dobrze szczupłe osoby, jego forma nie nadaje się do noszenia pod płaszczem czy innym wierzchnim wdziankiem a on dalej zaprząta mi myśli. Wzoru jeszcze nie kupiłam bo chyba zrobię go ze zdjęcia ale już nie mam zamiaru dłużej się opierać, a że "wiecznie żywy celtycki" w dalszym ciągu nieskrystalizowany to zrobię coś co nie daje mi spokoju. 


zdjęcie ze strony Brooklyn Tweed
Przy poprzednich zakupach do sklepiku zamówiłam mieszankę Bfl, która kolorystycznie bardzo mi się podoba, nawet podejrzewam, że przez ten kolor ten sweter tak mi się podoba :) Drobnymi kroczkami, wolniutko powstają motki, przędę po 25-30 g na 4 szpulach i robię tradycyjną 4- nitkę.



Pierwszy motek już jest trochę przesadziłam z grubością miało być 260 m w 100 g ja mam 210 metrów ale to nie ma znaczenia skoro i tak będę robiła po swojemu. 
Runo to moje ulubione Bfl i po tych wszystkich super cienkich niteczkach z kaszmirem, jedwabiem i delikatnymi merynosami jest dla mnie czymś wyjątkowo miłym do przędzenia. 
Motek jeszcze nieuprany ale mnie już się bardzo podoba.




 Mieszanie na gręplarce to ostatnio jedno z milszych zajęć ale, pomimo zakupienia sporej ilości "efektów specjalnych" ja bez jedwabiu żyć nie mogę, jedwab ma taki rodzaj blasku, który nadaje nitce szlachetności i mnie nie zastąpi go nic innego :)

farbowany jedwab

Jedyna czesanka bez jedwabiu jaka powstała to "Leśne Skrzaty", tak sobie ja nazwałam jak zobaczyłam skrzącą się angelinę w tych leśnych kolorach. Angeliny nie jest zbyt wiele ale bałam się efektu "braku umiaru" a przy tych drobinkach łatwo przesadzić , o dziwo efekt nie jest zły.


W drugim mieszaniu użyłam jedwabiu i jakoś mi z tym lepiej nawet jak się przesadzi z jedwabiem to będzie "na bogato", za to użyłam wełnianych kulek, to takie drobinki runa filcowane na kulko podobne kształty. 


Kolorystyka i te wełniane białe punkciki przywodzą mi na myśl film "Avatar" i tak zostanie bo i czesanka i film mi się podobają :) 



 Namieszałam też coś co mi się kojarzy z piwonią, w ogrodzie mojej babci zawsze kwitły piwonie, nigdy mi się specjalnie nie podobały o wiele bardziej fascynowały mnie lilie. Obecnie przy reorganizacji ogrodu posadziłam siedem różnych krzaków piwonii ( biała kwitnie) - ciekawe czy to gusta mi się z wiekiem tak bardzo zmieniają czy to jakaś tęsknota za dzieciństwem ale czesanka przywodzi mi na myśl blado różowe piwonie.



 Na drutach w dalszym ciągu sweter dla PM i tak jeszcze dość długo pozostanie, kończę skarpety robione od palców ale w bólach, zupełnie nie fascynuje mnie ta metoda. Za to powstała całkiem prosta para skarpet dla wujka, wełnę kupiłam bardzo okazyjnie przez FB chyba na 'Bazarku dla dziewiarek" 4 motki w sam raz na podgryzające skarpety. Cena była bardzo okazyjna więc przy moim zapotrzebowaniu na taką wełnę nawet się nie zastanawiałam, czemu ta cena tak okazyjna okazało się później. Jak wełna przyszła wszystko wyglądało dobrze, prawdę o tej przędzy ujawniło dopiero przewijanie, okazało się, że wełna była wyjątkowo pocięta przez mole. Po robalach ani śladu ale podczas przewijania pogryzione miejsca po prostu się rozpadały. Na skarpety to się z biedą nadaje ale gdybym to kupiła w innym celu to byłoby mi przykro :(
Mam nadzieję, że osoba, która to sprzedawała po prostu o tym nie wiedziała ...


Wspomniany sweter dla PM jest zrobiony gdzieś do wysokości pach (no prawie) no to trzeba pomyśleć o guzikach, to co ma w domu nie pasuje no więc trzeba kupić, guziki znalazłam całkiem przyzwoite naturalne z kokosa no i kupiłam moher bo wszyscy mają "piórkowe" sweterki tylko nie ja :( 
Przestudiowałam wszystkie wpisy o takowych a szczególnie tu i dalej nic nie wiem, ja nie za bardzo wiem co należy z tym moherem zrobić - na metce piszą druty 3,5 dziewczyny robią na 5, metka podaje, że powinnam nabrać ponad 90 oczek na sam przód a czytam, że nabierają po 120 na cały sweterek. Jak macie jakiś doświadczenie to oświećcie mnie ile potrzebuję tych oczek na sweter w rozmiarze 40 - 42, nic nie będę wydziwiać zupełnie prosty mi się marzy, tradycyjnie od dołu czyniony. Pewnie doszłabym sama do wszystkiego po próbkach ale prucie ... moheru to nic przyjemnego. 


P.S. Jeśli ktoś lubi runo Gotland (biały) to proszę zajrzeć do sklepiku jest do końca czerwca (lub do wyczerpania) w całkiem przyjemnej cenie :)

niedziela, 4 czerwca 2017

Dorset Horn i inne nowości


 Dzień Dziecka nie dotyczy tylko dzieci ja taki dzień mam zawsze jak przychodzi paczka z czesankami do sklepiku :) Uzupełniam stany magazynowe ale staram się kupić zawsze coś nowego, bo poznawanie nowych run to jeden z przyjemniejszych aspektów życia prządki. Takie poznawanie runa to nie tylko empiryczne doświadczenia, na które o zgrozo mam mało czasu, staram się znaleźć jakieś wiadomości na temat rasy to runo oferującej, bardzo pomocna jest w tym książka "The Flece & Fiber", często właśnie z niej czerpię różne ciekawostki.

Dorset Horn
 Pierwsza nowość to Dorset Horn, powstanie rasy nie do końca jest jasne, wg jednej teorii rasa powstała z krzyżowania hiszpańskich merynosów i walijskich rogatych owiec. Druga teoria powstanie rasy opiera na przekonaniu, że powstała ona w wyniku długiego selekcjonowania rodzimych angielskich owiec. Książka podaje, że runo jest kremowo białe, sprężyste i doskonałe do przędzenia - trzeba to sprawdzić :)

Jacob
 Druga nowość to angielski Jacob czyli owce św. Jakuba.  Nazwa tych owiec pochodzi od postaci biblijnej - Jakuba, syna Izaaka. On to bowiem przejął dzięki swym hodowlanym umiejętnością i sprytowi stado owiec swego teścia. Jako zapłatę za swoją pracę zażądał bowiem tylko łaciatych owiec, a że on sam zajmował się hodowlą w taki sposób krzyżował owce, że po jakimś czasie wszystkie stały się pstrokate. Pomimo nazwy nie ma żadnych genetycznych dowodów łączących te owce z pochodzeniem z czasów biblijnych. Dzięki umaszczeniu nazywane są często "łaciatymi" owcami, jest to również rasa posiadająca imponujące rogi i to w różnej ilości od 1 do 3 par. W sklepiku pojawi się wersja biała i czarna tego runa.

Manx Loaghtan
 Ostatnia "wełniana" nowość nie do końca jest nowością, bo już kiedyś to runo było w moim posiadaniu ale w sklepiku ma premierę, to runo Manx Loaghtan. Rasa należy do północno-europejskiej rodziny owiec "Short-Tailed". Owce pochodzą z wyspy Man, do XVIII wieku owce nazywano "górskimi owcami z Man". Były to owce wielobarwne od białych, szarych, czarnych po delikatnie brązowe. Hodowano je ze względu na mięso (przypomina dziczyznę w smaku) i futro. Rasa była bliska wyginięcia ale dzięki niepowtarzalnemu, delikatnie brązowemu wybarwieniu runa znalazła miłośników, którzy zadbali o jej przetrwanie a raczej o przetrwanie owiec o brązowym wybarwieniu. Owce rodzą się czarne ale w przeciągu kilku tygodni ich runo zmienia kolor na brązowy, rasa jest chroniona prawem unijnym.

włókno różane
Jako nowość będzie też włókno różane w czystej postaci ale również poprzednia wersja wymieszana pół na pół z runem Falkland. Będzie na pewno rarytasem dla tych co lubią ciekawostki do przędzenia. Dla mnie włókno problematyczne bo nie mogę znaleźć sposobu wytwarzania (może źle szukam), niestety nie wszystkie tzw. przyjazne włókna są takie przyjazne. Popularna wiskoza włókno pochodzenia roślinnego jest włóknem przy pozyskiwaniu którego używa się toksyn a by je zneutralizować zużywa się hektolitry wody. Niekiedy niby takie naturalne włókno może o wiele bardziej zaszkodzić środowisku niż pomóc.

Ramia
Ramia jest włóknem łykowym pochodzącym z  pokrzywowatych, uprawianych głównie w Azji i wykorzystywana jako roślina włóknodajna. Wyróżnia się podobnymi cechami jak bawełna i jednocześnie jest podobna do lnu. Włókna rami są wysokowartościowe, bardzo wytrzymałe, gładkie, jednolite, o trwałym połysku. Są odporne na światło i bardzo dobrze wchłaniają wilgoć. W sklepiku pojawi się jej czysta forma, niestety czesanka jest bardzo sypka więc przy pakowaniu może okazać się, ze będzie w kawałkach. Ja mam zamiar trochę poeksperymentować  i wymieszać ramię z wełną bo może będzie całkiem niezłym dodatkiem do włóczki na skarpety skoro taka wytrzymała :)

jedwab morwowy "brick"
Jedwab morwowy nie jest nowością ale jest  w 100 g  porcjach o wdzięcznej nazwie "cegła" :) 
Włókna są piękne i długie, będę go sprzedawała w takich właśnie "cegłach". 

nylon błyszczący
Już kilkakrotnie klientki wspominały mi o chęci zakupu drobnych ilości nylonu celem wzmocnienia przędzy, kupowałam mieszankę z nylonem ale moja mieszanka jest wg moich preferencji w tej chwili będzie można samodzielnie domieszać nylonu do wełny. Kupiłam nylon w dwóch wersjach matowej (idealnie się ukryje w wełnie) oraz z połyskiem (ten to raczej będzie odstawał) w zależności od upodobań. Sprzedawany będzie po 20 g bo tego nie dodaje się tak jak jedwabiu dla luksusu to raczej dodatek z konieczności.

nylon mat
 Trzy ostatnie zdjęcia przedstawiają rzeczy, które pojawią się w sklepiku ale w postaci batt'ów, od czasu jak tylko kupiłam gręplarkę wiedziałam, że należy uatrakcyjnić mieszanki ciekawymi dodatkami.



Będą więc drobinki wełniane w różnych kolorach, dbające o nierówną fakturę nitek oraz dyskotekowy blask angeliny. 

angelina
Kupiłam również trochę kolorowej czesanki bo sama nie wiem jak długo bym się zastanawiała na jaki kolor farbować i co farbować, a tak mam jakieś podstawy by zacząć mieszać, a co najważniejsze da mi to jakieś rozeznanie czego potrzebuję na przyszłość, a że będę mieszać w przyszłości - tego jestem pewna :)


Pozdrawiam Was niedzielnie i chociaż wiosna w pełni to przędzenie jest wyjątkowo miłym zajęciem bez względu na porę roku :)